Każdy kiedyś zaczynał – początki w rękodziele.

Czy kiedykolwiek, patrząc na cudowne prace doświadczonych twórców, zastanawialiście się jak zaczynali przygodę z rękodziełem? Myślicie, że ich dzieła były od razu takie idealne i dopracowane w każdym szczególe? Nic bardziej mylnego. Do dzisiejszego wpisu zaprosiłam kilka osób, które nie boją się pokazać swoich pierwszych prac i chętnie podzielą się swoją historią oraz doświadczeniem.

Już się domyślacie, że tym razem artykuł będzie nie tylko o mojej praktyce i przemyśleniach. Oczywiście, ja swoje początki w rękodziele doskonale pamiętam i wspominam z sentymentem, ale tym razem chciałam pokazać Wam inne spojrzenia na sprawę. Osoby, które zaprosiłam do współtworzenia dzisiejszego wpisu, to naprawdę kopalnie wiedzy. Także, gdy już przejdę do ich prezentacji to czerpcie motywację i wiedzę, nie zmarnujcie okazji.

Początki w rękodziele okiem wielu twórców

My, twórczynie tego miejsca, wiele razy odnosiłyśmy się do różnych początków. Były początki na zakupach, początki z Project Life i kilka innych „początkowych” tematów. Teraz pora na nowe osoby i nowe początki – początki w rękodziele.

Zadałam tym ludziom kilka pytań. Mieli je traktować jako pytania pomocnicze, ale żebyście wiedzieli, o co dokładnie pytałam, to najpierw poznacie Magdę i jej odpowiedzi wraz z pytaniami. Chcę, abyście znali te pytania, ponieważ jeśli właśnie trwają Wasze początki w rękodziele, to będziecie wiedzieli na co zwrócić uwagę. Koniecznie czytajcie między wierszami.

Szykuje się też całkiem dobra wizualicja ich postępów, czyli zestawienie zdjęć z początków w rękodziele i tego co tworzą dzisiaj. Udowodnią, że niemożliwe nie istnieje.

Magda

-Kiedy zaczęła się Twoja przygoda z rękodziełem i w jaki sposób?

Odkąd pamiętam, zawsze coś robiłam; a to kartki z tego, co było, a to zajmowałam się takim bardziej „artystycznym” pakowaniem prezentów. To były czasy, kiedy byłam nastolatką.

Potem, zupełnie przypadkiem znalazłam w necie pracę wykonaną metodą „decoupage” – bardziej zainteresowała mnie sama nazwa niż praca, więc zaczęłam o tym czytać. Znalazłam forum dekupażystek i tak małymi kroczkami zaczęłam się uczyć tej techniki. Wciąż jednak miałam poczucie, że to nie do końca moja bajka pod względem stylistycznym. Już wtedy na pewno wyróżniałam się używaniem żywych, zdecydowanych kolorów. I tak sobie dekupażowałam, coraz bardziej jednak szukając swojej drogi wyrazu.

-Co czujesz, gdy dzisiaj patrzysz na swoje początki w rękodziele?

Na pewno sentyment, zwłaszcza, że one w głównej mierze powstawały w miejscu, za którym bardzo tęsknię. 😉

Ponadto moje pierwsze prace to wspomnienie pierwszych spotkań z innymi rękodzielniczkami, czasami zloty, forum. To był naprawdę taki bardzo miły, sympatyczny czas: gdy tworzenie nie tylko uczyło czegoś nowego, zajmowało ręce, głowę i czas, ale też można było nawiązać wiele ciekawych znajomości. Część z nich trwa do dzisiaj. To dla mnie ważne.

O! Na dowód mych słów, pokażę zdjęcie mojej pierwszej tacy, którą w kuchni mam do dziś. I jakoś nie mam serca jej zamalować i zrobić od nowa, chociaż koszmarna jest 😀początki w rękodziele - Magda

-Czy było coś, co szczególnie wpłynęło na to, że dziś jesteś na takim poziomie swojej twórczości?

Chyba słowa pewnej klientki, która – moim zdaniem – oceniłam nie na wyrost – ale powiedziała mi coś takiego: „Pani Magdo, jak ma się talent, to trzeba przygotować się na trudne wyzwania”. Jej zlecenie wymagało ode mnie zmierzenia się z pędzlem i farba już na wyższym szczeblu – musiałam zacząć sama malować, bez użycia serwetek, papierów, transferów. To właśnie ona sprawiła, że poszłam znowu o krok dalej.

No i to, co wcześniej powiedziałam, spotkania z rękodzielniczkami. Naprawdę większość z nich to były kobiety z pasją przez duże P i talentem przez duże T. One uczyły, my zresztą wszystkie się bardzo pilnowałyśmy, by np. serwetki były najdokładniej wycięte, by gotowa praca świeciła pod kilkudziesięcioma warstwami lakieru jak tafla lodu. Nie było czegoś takiego, że szybko szybko, by zrobić ,mieć coś gotowego, tylko ćwiczyć, ćwiczyć, by nie przynosić wstydu, bo nie było u nas słodzenia. Wytykane palcami były błędy. I wtedy… nie odbierałyśmy tego jako „hejt” ( słowo, które obecnie jest nadużywane do granic możliwości), tylko jakokopniak, by właśnie być lepszą, by poziom ponieść. Cierpliwość, ćwiczenie – to była podstawa.

-Co powiedziałbyś początkującemu rękodzielnikowi, aby go zmotywować do dalszego rozwoju?

Uczenie się czegokolwiek nie jest prostą sprawą. To jak jazda na rowerze: trzeba się kilka razy wywrócić, by wreszcie nauczyć się trzymać równowagę. Jeśli coś nam nie wyjdzie, krzywo, beznadziejnie, to nie poddawajmy się – nie rzucajmy tego roweru w kąt, tylko wsiadajmy na niego i próbujmy jeszcze raz. Bo pewnego dnia, gdy już nauczymy się świetnie na nim jeździć, dostrzeżemy piękno dookoła, nie tylko kierownicę, koła i pedały 😉 Dostrzeżemy, że ten wysiłek, ćwiczenie, nie poddawanie się dają owoce w postaci ciekawych , pięknie wykonanych prac, które są naszą dumą, cieszą nie tylko nasze oko 😉

-Kto Cię inspiruje do tworzenia prac?

Staram się jak najmniej oglądać prace innych osób, by się nawet podświadomie nie sugerować. Jest jednak paru twórców z naszego podwórka, którzy – nawet jeśli nie wykonują prac w moim guście – to zachwycają mnie swoim talentem, umiejętnością wykorzystania technik, realizacją tematu. Lubię patrzeć na te prace i tak sobie powzdychać 😉 To są osoby, które znam od wielu lat. Ale tak z osób, które były pierwszymi, które tak zapamiętałam w swoich pierwszych kroczkach,jakie wykonałam w decu, to na pewno były to: Alice, Edyta Kędzierzyna Koźle… Na pewno Greglis, OxiGra. To takie pierwsze osoby, które teraz mi naprędce przyszły do głowy. Ale to nie wszystkie 😉

-W jaki sposób doskonalisz swój warsztat? (Odbywa się to samodzielnie przez poszukiwanie inspiracji, oglądanie filmów a może uczęszczasz na warsztaty, spotkania itd.)

Szukam inspiracji wokół siebie: czasami to przeczytany wywiad z kimś ( i tak powstała Leia), czasami to skojarzenie, ale chyba przede wszystkim patrzenie dookoła: szczególnie na pory roku i to, co się mi z nimi kojarzy: klimat, zjawiska, kolory… Szczególnie potrzebuję taki zewn. inspiracji do tworzenia prac szachowych.
Marzy się mi szkolenie pod okiem Ewy Sadowskiej, spotkanie z Oxi i na żywo zobaczenie, jak Ona TO robi 😉 Na razie jednak – z wielu powodów dosć przyziemnych – siedzę sama i uczę się: oglądam tutoriale, i korzystam z metody wyniesionej z początków mojej zabawy w rękodziełem: uczę się na zasadzie prób i błędów.

-Co zmieniłabyś, gdybyś miała od początku zaczynać przygodę z rękodziełem?

Nie wiem, czy coś bym zmieniła. Zaczynałam w zupełnie innych realiach, kiedy naprawdę było mało preparatów, nie było tutoriali ( może jakieś zachodnie) i sami je tworzyliśmy.To była dla mnie cenna lekcja i chyba nie chciałabym jej zamienić na obecne że tak powiem „czasy tworzenia”… mimo wszystko.

Po ośmiu latach uczenia się, tworzenia z pasji i radości, postanowiłam wziąć sprawy w swoje ręce i pasję połączyć z pracą zawodową. Prowadzę „Art Room Jagodzianka” – mam swój sklep internetowy, prowadze warsztaty, urodziny kreatywne.

Mój FP na FB:

https://www.facebook.com/artroomjagodzianka/

Mój sklep:

http://www.jagodzianka.eu/

mój blog:

http://blogowanko-jagodzianka.blogspot.com/

prace aktualne - Magda

Alicja

Od zawsze zajmowałam się różnymi dziedzinami sztuki i rękodzieła. Pomysł na pracę tylko z papierem zrodził się z niezgody na marnowanie tak dużej jego ilości w postaci reklam,folderów,instrukcji ,ulotek itp. a przede wszystkim książek. Powstały pierwsze prace z wykorzystaniem papieru. Początkowo były to proste kwiaty w formie spiralki, które zaczęłam umieszczać na wiankach, drzewkach itp. Ponieważ prace z książkowych kwiatów są raczej monochromatyczne a ciągnęło mnie do koloru, zaczęłam dodawać też inny papier, ale nie specjalnie barwiony tylko taki znaleziony z odzysku albo kupowany specjalnie. Doszła do tego krepina jak również materiał. Kwiaty opracowuję metodą prób i błędów. Oczywiście przeglądam internet w poszukiwaniu inspiracji, ale nie kopiuję cudzych pomysłów. Nie korzystam też z żadnych maszynek, ploterów ,wycinaczy. Wycinam wszystko nożyczkami, formuję i układam kompozycje. Czasami wzbogacam je wstążką, suszem lub perełkami.

Koleżanki namówiły mnie do pokazania moich prac szerszej widowni a nawet założyły stroną na FB. W ślad za tym poszła nauka prowadzenia strony i FP, robienia zdjęć, ich obróbka itp. Poznałam przez to sporo osób ,które również tworzą ciekawe rzeczy, nawiązałam znajomości i przyjaźnie .Praca nad wiankami sprawia mi wiele radości a dodatkowo motywuje mnie uznanie jakim się cieszę na FB ( prawie 8 tys. polubień ). Moja strona to https://www.facebook.com/EKOwianki/.

początki w rękodziele - Alicja

prace aktualne - Alicja

Ania

Nie lubię pisać (o sobie), co zresztą widać po moim blogu, gdzie notka rzadko jest dłuższa niż jedno zdanie. Moje początki w rękodziele zaczęły się w 2011 roku, ale zaczynałam od biżuterii i decopuage, próbowałam swoich sił również w hafcie sutasz (to tego kiedyś planuję wrócić :P). Scrapbookingiem i cardmakingiem zainteresowała mnie koleżanka, ale długo się przed tym broniłam – wiedząc, że mnie wciągnie. Pierwszą kartkę zrobiłam nie mając niczego oprócz kilku kolorowych papierów (z papierniczego), nożyczek kreatywnych, kilku naklejek. Wieczorem, z dzieckiem na ręku. Potem już poszło lawinowo.

Podpatrywałam bardziej doświadczone koleżanki, pytałam, domyślałam się. Gromadziłam (nie zawsze trafione) akcesoria i kleiłam na potęgę. Na warsztatach byłam dwa razy, bardzo dużo mi dały. Chętnie bym częściej uczestniczyła w takich wydarzeniach, ale niestety, na przeszkodzie stoi brak czasu. Pozostaje mi więc eksperymentowanie, zwłaszcza w technikach mixed media. W swoim czasie tworzyłam dużo i myślę, że to pozwoliło mi się rozwinąć – aczkolwiek w swoim odczuciu cały czas jestem na początku swojej drogi. Czasem oglądam kursy internetowe, ale omijam filmiki, bo to forma mi nie odpowiada. W spotkaniach scrapowych też raczej nie uczestniczę, wolę pracować sama.
Do pierwszych prac nie wracam, o wielu nie pamiętam, że były – jak przypadkiem trafię na zdjęcie to jestem bardzo zdziwiona. Czasem stwierdzam, że pomysły należałoby powtórzyć, ale w lepszej formie. A i tak nie robię tego, bo nie mam czasu. A czasem się ich wstydzę 😉
Moja praca zawodowa pośrednio jest związana ze scrapbookingiem i cardmakingiem, zajmuje jednak mnóstwo czasu i sprawia, że obecnie tworzę dużo mniej niż bym chciała.
Blog http://srebrnolistka.blogspot.com/
FB https://www.facebook.com/srebrnolistka
https://www.instagram.com/srebrnolistka/

Początki w rękodziele - Ania

prace aktualne - Ania

Aleksandra

Zawsze powtarzam, że nie umiem nic nie robić… Tyle mogłabym napisać najkrócej. Zawsze coś tworzyłam i już tak zostało.

Moje początki w rękodziele zaczęły się od rysunku i malarstwa, przynajmniej teoretycznie, bo właśnie liceum plastyczne mnie ukierunkowało. Studium promocji i reklamy oraz studia pedagogiczne spowodowały długą przerwę w rozwijaniu pasji artystycznych, do których powróciłam na wymarzonych studiach wzorniczych. Potem przyszedł czas na zostanie mamą i wraz z trudną ciążą zrodziła się nowa pasja- szydełkowanie, od którego się uzależniłam. To było prawie 6 lat temu. Pasja pochłonęła mnie całkowicie, stale powstawały nowe szydełkowce, które w końcu postanowiłam pokazać światu zakładając blog`a, a następnie fanpage, a to ruszyło falę pytań o możliwość zakupu moich prac. Chcąc spiąć wszystko w jedną klamrę i jednocześnie rozwijać się zawodowo, będąc przy tym mamą założyłam działalność i tak powstała alegorma!- suma moich pasji- rysunek, malarstwo, projektowanie graficzne i użytkowe, wzornictwo/design, szydełkowanie i handmade.

Pierwszy był biały miś, którego zrobiłam będąc w ciąży dla mojej córeczki. Ma go do dzisiaj i chociaż nie jest najpiękniejszy, to nadal ulubiony. Pamiętam, że wypchałam do watą bawełnianą, dopiero później poznałam profesjonalne materiały wypełniające. Skupiłam się wtedy na jakości, wyszukiwałam odpowiednich włóczek, oczek, robiłam misie i testowałyśmy je z córą- rozciągając, piorąc na różne sposoby, szukając mocnych i słabych stron. Same projekty początkowo były całkowicie unikalne- nie umiem czytać wzorów, schematów, więc improwizowałam. Kolejne szydełkowce wskazały kierunek, nadały charakterystycznych cech moim pracom, zaczęłam spisywać to, co robię, ale do dzisiaj nie są to profesjonalne opisy.

Jestem całkowitym samoukiem- podstawowego ściegu nauczyła mnie babcia i na tym kończyły się moje umiejętności, ale głowa pełna pomysłów i radość z tworzenia kolejnych prac motywowały mnie do dalszej pracy i doskonalenia się. Przyznam, że zaczynając nie wiedziałam nawet, że istnieje pojęcie amigurumi, a szydełkowane czy dziergane przytulanki kojarzyły mi się tylko z tymi, które robiła mi moja babcia, gdy byłam mała. Po jakimś czasie otrzymałam znak Polskie Rękodzieło/ Poland Handmade w kategorii „Zabawkarstwo”- jako wyraz uznania dla walorów estetycznych i wysokiej jakości wykonywanych przedmiotów, a ostatnio wyróżnienie w konkursie „Zabawka Przyjazna Dziecku 2016” za lalkę Madlenkę, za jakość wykonania i użycia tradycyjnych technik.

Aktualnie prowadzę działalność- to już 3,5 roku- i moim głównym źródłem dochodu są właśnie zabawki ludowe, nazywane przez mnie szydełkowcami. Ostatnio poszerzyłam ofertę o elementy dekoracyjne, jak girlandy, dywany, kosze itp. Planuję jednak wrócić do rysowania, malowania i projektowania. Rękodzieło jest praco- i czasochłonne i nadal u nas nie do końca doceniane, ale nie poddaję się- stale szukam nowych sklepów i galerii chętnych do współpracy. Aktualnie uczę się czytać wzory, żeby móc zapisać swoje i niektóre z nich sprzedawać.

Strony, na których znaleźć można moje prac:

www.alegorma.com

http://marzamisie.blogspot

Facebook: https://www.facebook.com/alegorma

https://www.facebook.com/alegorma.projekt

Pinterest: https://www.pinterest.com/alegorma/

Instagram: https://instagram.com/alegorma_com/

Blog: http://marzamisie.blogspot.com/

a także na niektórych portalach, m.in. na SHOWROOM Kids, Decobazaar, Lovelabel, Artillo…

Dagmara

Tworzyć uwielbiałam odkąd sięgam pamięcią. Podobno talent odziedziczyłam po pradziadku, który malował piękne obrazy. Kiedy byłam w przedszkolu chciałam zostać projektantką mody, rysowałam w zeszytach kolekcje na każdy sezon. Na początku podstawówki starałam się nawet za pomocą igły, nitki i różnych szmatek zmaterializować to co narysowałam, ale z dość marnym skutkiem. Później skupiłam się na tworzeniu klasycznych rzeczy, czyli laurek, prezentów różnych dla rodzinki, zdarzało się też, że nabazgrałam coś na ścianie. To były moje początki w rękodziele.
W liceum i na studiach tworzyłam bardzo sporadycznie. W 2011 obroniłam magistra i wróciłam do swojego rodzinnego miasta. Próbowałam znaleźć pracę w zawodzie jednak się nie udało.

Na początku 2012 roku zupełnie przypadkiem trafiłam w internecie na sutasz. Zakochałam się zupełnie i chęć tworzenia opanowała mnie całkowicie. Znalazłam pierwszy lepszy tutorial, zamówiłam sznurki i trochę koralików. Początkowo szyłam zwykłą nitką, nie podklejałam filcem więc moje prace były dwustronne i mocno kombinowane. Myślałam, że po niedługim czasie to sutaszowanie mi się znudzi, bo z natury nie jestem zbyt konsekwentna i szybko się zniechęcam. Ku mojemu zdziwieniu potrafiłam szyć nawet kilkanaście godzin dziennie. Po kilku tygodniach miałam pokłute palce i wyjątkowo uciążliwy ból w okolicy jednej z łopatek więc musiałam ograniczyć czas tworzenia do kilku godzin dziennie.

Na zdjęciu są kolczyki, które powstały jako pierwsze. Stworzenie ich zajęło mi dobre 5 godzin. Dumna byłam bardzo, chociaż patrząc teraz na nie sama nie wiem dlaczego 🙂

Kiedy oglądam swoje pierwsze koszmarki czuję pewien sentyment, ponieważ wtedy najważniejsze było samo tworzenie, ogromna chęć rozwoju. Każdą dodatkową gotówkę wydawałam na nowe materiały, niektóre z nich niestety były złym wyborem, ale z czasem orientowałam się coraz lepiej, wiedziałam gdzie i co kupić. Potrafiłam tygodniami szukać odpowiednich kaboszonów, które pasowałyby mi do mojej wizji. Bywało też, że widok konkretnego np. kamienia powodował, że miałam pomysł co z nim zrobić. Zdarzało się, że moje umiejętności nie nadążały za moją wyobraźnią.

Z tworzeniem jest trochę jak z zakochaniem. Początkowo nie widać żadnych wad, można tworzyć godzinami nie czując zniechęcenia. Wszystko wydaje się piękne, łatwe, przyjemne. W moim przypadku ten etap trwał około pół roku. Później zaczęłam się swoim pracom przyglądać krytyczniej, porównywałam je z innymi. Miewałam momenty zwątpienia, zastanawiałam się czy jest sens tracić czas. Zaczęło brakować mi miejsca na to co stworzyłam i na materiały, które kupowałam. Tworzyłam rzadziej, jednak nie potrafiłam z tego zrezygnować całkowicie. Jakoś tak się wszystko szczęśliwie potoczyło, że mojej mamie udało się dostać dofinansowanie na otworzenie działalności. Cały ten proces trwał dość długo, ponieważ trzeba było napisać biznes plan, mama musiała pozaliczać wszystkie etapy, uczestniczyć w licznych szkoleniach. Później, kiedy otworzyłyśmy firmę wszystko potoczyło się błyskawicznie, mnóstwo papierologi, kontrole, rozliczenia. Pierwszy rok naszej działalności był dość szalony, jednak to oddzielny temat 😉

W każdym razie przeniosłam wszystkie swoje zgromadzone rzeczy do pracowni, mogłam trochę poszaleć w innych technikach, starałam się zaprzyjaźnić z maszyną do szycia, trochę filcowałam, próbowałam szydełkować, kilka tygodni bawiłam się makramą. Jednak największą moją miłością okazał się sutasz i postanowiłam skupić się tylko na nim. Moja pasja stała się moją pracą.
Staram się cały czas rozwijać, uczyć nowych rzeczy, nie jest to łatwe, ponieważ zdarzają się momenty zwątpienia. Czasem trzeba zrealizować po raz 10 ten sam projekt, co jest wyjątkowo nudne i demotywujące. Wena bywa kapryśna więc czasem tygodniami nic nowego nie przychodzi mi do głowy, innym razem pomysłów pojawia się tyle, że spać w nocy nie mogę i myślę, co z czym połączyć, jakie materiały zamówić. Mam wielką nadzieję, że nigdy mi się to nie znudzi.

Po kilku latach widzę, że teraz tworzenie jest dużo mniej spontaniczne, bardziej zaplanowane. Może wynika to też z tego, że jest to moja praca więc musiałam to trochę ucywilizować 🙂 Kiedy poziom zaawansowanie staje się dość wysoki dużo trudniej jest się zmotywować, rozwój jest wolniejszy, ciężej jest przeskoczyć samego siebie. Pojawia się uczucie wypalenia, zniechęcenia. Każdy pewnie ma swój sposób na przetrwanie takiego kryzysu. Ja osobiście nigdy nie robię nic na siłę, jeśli mi nie wychodzi po prostu odpuszczam, robię przerwę. Staram się zająć czymś innym, oczyścić głowę. W końcu przychodzi takie moment, że zaczynam tęsknić, wtedy siadam przy swoim stoliku i wszystko wydaje się prostsze 🙂

Początkującym mogę poradzić, żeby się nie poddawali i zawsze byli sobą. Wielką sztuką jest tworzyć rzeczy unikatowe, odnaleźć swoją drogę w danej technice. Warto, szczególnie na początku, po prostu tworzyć, próbować różnych rzeczy, popełniać błędy, nie robić nic na siłę. Wszystko przychodzi z czasem, trzeba go sobie dać i być cierpliwym.

http://paratiisi-sutasz.blogspot.com/

www.facebook.com/GaleriaParatiisi/

początki w rękodziele-Dagmara

prace obecne-Dagmara

Kamila

Swoją opowieść o tym, kiedy zaczęłam tworzyć powinnam zacząć od słów „dawno, dawno temu…”, ale tak na poważnie to nie pamiętam. Tworzenie „rzeczy ładnych”, niekoniecznie przydatnych, było zawsze ze mną, odkąd tylko pamiętam. We wspomnieniach widzę mamę dziergającą serwetki, albo wyszywającą śmieszne warzywa z oczami na poduszkach, a to naprawdę było bardzo dawno temu, ponad 20 lat temu. Myślę, że ten właśnie obraz tworzącej mamy wpłynął na mnie w znaczący sposób. Pamiętam Jej przepiśniki, w których kartki zapełnione były przepisami oraz ozdobione były rysunkami śmiesznych postaci z bajek i nie tylko oraz rysunkami kwiatów. Pomiędzy kartkami można było znaleźć kilka ołówkowych portretów. Chciałam tak jak mama rysować. Przerysowywałam róże i te śmieszne warzywa z oczami i było to dla mnie ogromnie ważne, że rysuję „jak mama”. Ozdabianie kartek i wszystkiego innego weszło mi w nawyk. Nawet sałatka jarzynowa w moim rodzinnym domu musiała być ozdobiona warzywami poukładanymi w jakiś wzór. Z resztą do tej pory tak jest 🙂 . Całe moje dzieciństwo było wypełnione tworzeniem. Ciągle coś rysowałam , kolorowałam, haftowałam i szyłam. To były moje początki w rękodziele.

Na poważnie zaczęło się, gdy w moim gimnazjum pojawiła się możliwość uczęszczania na warsztaty plastyczne. Wtedy poznałam Aleksandrę Łagowską, która te zajęcia prowadziła. Mogłam wypróbować różnych nowych technik i sposobów wyrażania siebie, od rysowania pastelami, malowania farbami olejnymi, rzeźbienia w glinie, odlewów z gipsu czy papieru mache. Pochodzę z małej miejscowości, w której za wiele wtedy nie działo i wszystkie te nowości, były czymś niezwykłym dla mnie. Zakiełkowała w mojej głowie myśl o pójściu do Liceum Plastycznego. I tak w 2005 roku rozpoczęłam naukę w kieleckim „Plastyku” na specjalizacji tkanina artystyczna. Tam poznałam ogromną ilość ludzi, którzy wpłynęli na moje obecne życie (przede wszystkim mojego męża 🙂 ). W liceum oprócz prac, które powstawały w trakcie zajęć, zaczęłam tworzyć swoje pierwsze rękodzieła. Próbowałam bardzo wielu rzeczy. Robiłam biżuterię, dosyć nieporadnie i tylko z tego co miałam pod ręką. Tak powstawały tekturowe kolczyki w kształcie aparatów, kaset czy lodów, które później z dumą nosiłam. Ozdabiałam okładki albumów, zeszytów i książek. Było to połączenie decopage i scrapbookingu.Testowałam na wszystkie możliwe sposoby swojego starego łucznika. Były torebki, przerabiane ubrania i pościel. Ale najważniejsze dla mnie były wciąż tkanina artystyczna i malarstwo. Gdy przyszedł czas na wybór kierunku studiów, z pomocą przyszedł mój nauczyciel malarstwa, prof. Kazimierz Kielian. To on pomógł mi odkryć we mnie miłość do malarstwa. Jest to coś, bez czego teraz nie mogłabym żyć. Na studiach porzuciłam na kilka lat rękodzieło. Od czasu do czasu szyłam coś na maszynie. Gdy urodziłam pierwszego synka, czasem coś powstawało dla niego. Tak prawie 6 lat temu powstała moja pierwsza (i ostatnia 🙂 ) książeczka sensoryczna oraz kilka innych zabawek dla mojego małego testera.

Na nowo odkryłam rękodzieło po skończeniu studiów. Wynajęłam pracownie malarską, w której w ciągu dnia przesiadywałam przez wiele godzin. Ale nie nasycało to mojej twórczej duszy w pełni. W domu „po godzinach” też musiałam coś robić. Wspólnie z synkiem robiliśmy różne rzeczy i tak jego twórczość zainspirowała mnie do moich pierszych „na poważnie” prac handmade- poduszek z wyhaftowanymi rysunkami dzieci. Od tamtej pory powstało bardzo dużo różnych rzeczy. Głównie obracam się wokół tematyki dziecięcej i dekoracyjnej. Świat dzieci jest dla mnie nieskończoną bazą inspiracji. Od roku szyję również ubrania. Tutaj odezwała się początkowo moja natura „Zosi Samosi”. Lubię otaczać się rzeczami stworzonymi przez siebie, a uszyte przeze mnie ubrania doskonale się w to wpasowały.

Moja rękodzielnicza ścieżka jest dość zawiła, ale patrzę z sentymentem w przeszłość. Każda stworzona rzecz była dla mnie w danym momencie piękna i niepowtarzalna. Teraz bardziej krytycznie na te rzeczy patrzę, ale chyba właśnie o to chodzi, o progres w twórczości. Początki bywają trudne, nie zawsze są zadowalające, ale warto próbować. Gdybym miała szansę jeszcze raz „wystartować” z rękodziełem, myślę, że chciałabym żeby moja droga wyglądała tak samo. No może jedynie przyśpieszyłabym realizację swoich pomysłów. Nie ma większego bólu dla artysty jak niezrealizowane pomysły, które po jakimś czasie wpadają do głowy innym twórcom, którzy sie nie wahają się z ich wykonaniem.

https://www.facebook.com/kamila.gruszecka.art

https://www.facebook.com/oniko.handmade/

https://www.facebook.com/zwyczajne.sklep/

początki w rękodziele-Kamila prace obecne-Kamila

Nie trać wiary

Poznaliście już naszych gości. Zobaczyliście ich początki w rękodziele i prace obecne. Przeczytaliście ich historie. Jeśli więc zaczynacie przygodę z tworzeniem, poszukajcie wspólnych punktów w ich słowach. Zwróćcie uwagę, jak długo i jak ciężką pracą dochodzili do poziomu, na którym są dzisiaj. Jeśli natomiast jesteście już jakiś czas na rękodzielniczej ścieżce, upewnijcie się, że wszystko robicie dobrze.

Posted in Bez kategorii
  • Nie trać wiary – to jest moje motto! Choć rękodziełem zajmuję się już jakiś czas, wciąż wierzę, że będę coraz lepsza, i dzięki Waszym słowom dalej w to wierzę! Super wpis, dzięki! 🙂

  • Dorota Adam

    Niesamowite osoby. Takie wpisy dają motywację do działania 😉

  • Wspaniale się to czytało 😀 mega motywacja do tego aby nie bać się uczyć nowych technik 😉